GłównaAutorkaRozdziałyBohaterowieDodatki



Aktualności


17 października 2011
Ostatnio miałam problem z szablonem strony. Bardzo przepraszam za jakiekolwiek problemy. Dodatkowo bardzo, ale to bardzo chciałabym Was prosić abyście uzupełnili ankietę, którą dla Was przygotowałam. Zajmuje to zaledwie trzy minuty a dla mnie jest bardzo ważne. Oczywiście ankieta jest anonimowa. Link do niej znajduje się TUTAJ Będę bardzo wdzięczna :)



Rozdział Czwarty




Człowiek jest odpowiedzialny nie tylko za uczucia,
które ma dla innych, ale i za te, które w innych budzi
Stefan Wyszyński


~Melanie


Starałam się uspokoić oddech, patrząc w skupione oczy szatyna. Jego brwi były ściągnięta, co przywołało mi na myśl, iż wpakował się w kłopoty. Może i wszystko byłoby w porządku. Może i nawet byłabym skoro mu pomóc. Jednak dlaczego miałam wyciągać do niego pomocną dłoń, kiedy to przy każdej możliwej okazji, upokarzał mnie, szydził i obrażał? Każda jego docinka, choć nie pokazywałam tego po sobie, w pewnym sensie dotykała mnie. Nie byłam tego typu dziewczyną, której pewność siebie była w nadmiarze. U mnie było wręcz przeciwnie.


-Czego chcesz?- Wysyczałam przyciskając biały ręcznik bliżej ciała, tak jakby miało to wytworzyć między nami większy dystans. Jego skupione dotąd spojrzenie, otwarcie i niemal brutalnie prześlizgnęło się po mojej sylwetce. Poczułam jak dreszcze przechodzą mi wzdłuż kręgosłupa, kiedy dojrzałam małą iskrę w jego oczach.- Wynoś się jak masz zamiar tak ostentacyjnie się na mnie gapić.- Dodałam rozeźlona. Jego bezczelny uśmiech w tym momencie, sprawił, że chciało się go zabić już na miejscu.


-To takie zabawne, że jesteś w sobie taka sprzeczna.- Powiedział, zdobywając się na poważny ton.- Z jednej strony rzucasz fachowymi określeniami, aby już po chwili dodać słowo które używają nastolatkowie na ulicach w swoich dziecinnych rozmowach. Tak samo jest z Tobą, z jednej strony wkurzająca smarkula, która zagrzała sobie miejsce nie za swoje osiągnięcia, a z drugiej nawet, nawet kusząca kobietka.- Zacmokał niby to w podziwie. Złość malowała się na mojej twarzy z każdym wypowiedzianym przez niego słowem. Był podłym, draniem który musiał dodatkowo akcentować każdy wyraz w taki sposób, że zalana rumieńcem wstydu i złości, musiałam wyglądać wyjątkowo groźnie.


-Wynoś się!- Powtórzyłam głośniej, na co natychmiastowo dłoń chłopaka przycisnęła się brutalnie do moich ust. W ramach protestu starałam się ją jak najszybciej odsunąć, jednak on mi na to nie pozwolił. Spojrzałam na niego pytająca.


-Będziesz cicho?- Wyszeptał prosto do mojego ucha. Ponownie przeszedł mnie dreszcz, a rumieniec oblał mojego policzki. Podenerwowana, nieznacznie pokiwałam głową. Puścił mnie i odsunął się na pewną odległość.


-Jeśli przyszedłeś tutaj mnie obrażać to uwierz mi, ale nie mam ochoty na tego typu rozmowy.- Powiedziałam splatając dłonie na piersi.- A teraz wybacz ale chciałabym się przebrać.- Dodałam patrząc na niego znacząco. Doskonale wiedział, że w ten sposób delikatnie upomniałam go aby wyszedł z mojego apartamentu. On udając że nie wie zupełnie o co mi chodzi, patrzył się się dalej bezczelnie w moje oczy a jego uśmiech coraz to bardziej stawał się widoczny.


-Nie krępuj się.- Odparł po chwili.


-Oj, wątpię abym chciała się mierzyć z wszystkimi Twoimi pięknościami, które widziałeś w życiu. Oszczędzę sobie tym samym kolejnych uwag z Twojej strony.- Powiedział z ironicznym uśmiechem wypisanym na ustach. Widziałam tylko jak przewraca oczami, a gdy tylko otworzył usta aby coś powiedzieć, przeszkodziło mu donośne pukanie do drzwi. Jego oczy wydawały się zaskoczone, jednak szybko to ukrył i wszedł pośpiesznie do toalety, zamykając ją szczelnie. Kompletnie nie wiedząc o co chodzi otworzyłam drzwi, stając tak aby zasłonić jak najwięcej tylko mogłam. Paradowanie w samym ręczniku nie było dobrą alternatywą w tym wypadku.


-Witam. Czy widziała Pani może swojego sąsiada, niejakiego Hao Takishimę?- Pytanie kierowane pod moim adresem z ust ciemnoskórego, postawnego mężczyzny sprawiło, że coś we mnie drgnęło. Czyżby ze strachu? To było ułamek sekundy. Ułamek sekundy zadecydował jaką pozycję powinnam okazać. Chronić bezczelnego aroganta, czy mu pomóc?


-Nie, przykro mi . Nie widziałam go.- Odparłam pewnie, łagodnie się uśmiechając.


-Dziękuję w takim razie i przepraszam że przeszkodziłem.- Powiedział na odchodne. Pospiesznie zamknęłam drzwi wejściowe i ruszyłam w stronę toalety.


-Co jest grane?- Spytałam na wstępie.


-Nie twoja sprawa.- Jedynie odparł pogardliwym tonem i szybko mnie wymijając ruszył w stronę kuchni łączonej z salonem. Jak gdyby nigdy nic, odnalazł półkę ze szklankami i wyciągając jedną z nich postawił na stole. Po chwili niemal, że bezczelnie otworzył lodówkę, zabrał zimny napój i nalał sobie do szklanki.


-Ale tupet.- Skomentowałam szeptem. Prawdę mówiąc nie chciałam aby to usłyszał. Ta uwaga miała być tylko i wyłącznie dla mnie.


-Słucham?- Spytał z ciekawością w głosie i lekką ironią. Usłyszał. Mogłam się tego domyślić.


-Obroniłam Cię, tak więc należą mi się wyjaśnienia.- Zaperzyłam się. Podeszłam do niego, zabrałam mu z ręki szklankę do połowy wypełniona napojem i wypiłam łyk ,oddając mu po chwili.


-Pomyśl że to taka rekompensata za uratowanie twojego tyłka w klubie.- Powiedział. Poczułam małe ukłucie w klatce. Czyżby fakt, że zrobił to tylko po to abym później mogła się odwdzięczyć, tak bardzo mnie zabolał? Tuż to śmieszne! Ten chłopak tak naprawdę nigdy, ale to nigdy nie mógłby być dla mnie. Nie był zupełnie w moim typie. Nie mówię tutaj o wyglądzie, bo urody to mu brakowało. Jednak ten paskudny charakter przeważał wszelką szalę. Skąd w takim razie to głupie poczucie, zranienia? Liczyłam, że uratował mnie dla własnych, romantycznych pobudek? Nie! O nie! W życiu nawet taka myśl nie przeszła mi na myśl.


-Dobrze. A skoro nie chcesz mi powiedzieć to błagam wyjdź już bo chciałabym się przebrać.- Odparłam. Nagły chłód przelał się w mojej wypowiedzi.


-Uuuu... widzę, że nasza mała dziewczynka poczuła się czymś urażona.- Zironizował, słodko się przy tym uśmiechając. Przysięgam, że gdyby m w tym momencie miała cokolwiek w rękach, wylądowałoby to wprost na tej jego przystojnej twarzy!


 


~Hao


Bezczelny uśmiech zagościł na mojej twarzy. Widząc wytrąconą z równowagi szatynkę, beznadziejny dotąd dzień, zaczął poprawiać się na coraz lepszy. Patrzyłem na jej ściągnięte brwi, na wykrzywione usta, na dłonie szczelnie zaciśnięte w pięść. Wyglądała wprost majestatycznie. Nie potrafiłem zgadnąć tylko, czy to przez fakt, że rozgniewana tworzyła widok całkiem niezłej dziewczyny, czy może po prostu od jakiegoś czasu marzyłem aby skutecznie wyprowadzić ją z równowagi.


Stała tak na tle widoku rozciągającego się za oknem. Mógłbym wprost przysiąc, że gdybym był jakimś pieprzonym artystą- na szczęście nie jestem- to oddałbym wszystko aby uwiecznić ten moment.


-Złość piękności szkodzi.- Zacząłem, słysząc jej prychnięcie.- No tak... w tym przypadku nie ma już co szkodzić.- Dodałem złośliwie. Dobrze. Z jednej strony mnie denerwowała. Była jakąś zwykłą nastolatką, dodatkowo rozpuszczoną. Musiałem jednak jej przyznać, że była w miarę błyskotliwa, inteligentna i gdybym nie wiedział że mieszka tutaj, byłby pewien że jest jedną z tych bardziej skromnych dziewczyn. Pomimo że zacząłem odkrywać krok po kroku że nie jest taka zła, mam jakąś wewnętrzną blokadę która sprawia że wprost nie potrafię być względem niej miły. Ona wprost się prosi aby wszczynać coraz to nowe kłótnie. Sama doskonale wie, że większość naszych sprzeczek jest na jej życzenie. A ja, oczywiście nie potrafię nie podjąć się takiego wyzwania.


-W takim razie, co tu jeszcze robisz? Idź lepiej sprawdź, bo może jedna z twoich piękności, czeka już na ciebie.- Odparła ironicznie, kładąc nacisk na jedno słowo. Podeszła do mnie i starała się wypchnąć mnie ze swojej kuchni. W ostatniej chwili przytrzymała osuwający się ręcznik z ciała. Przyjrzałem się jej. Jej krucha i dosyć niska sylwetka była szczelnie przykryta przez materiał. Kusiło mnie. Bardzo mnie kusiło. Aby tak podjeść do niej i zerwać z jej ciała ten przeklęty biały ręcznik. Nie dlatego, że ona mi się podobała. O nie! Tutaj po prostu chodzi o fakt, że jest kobietą. Jedną z wielu. Szybko przegnałem głupie myśli i kierowałem się ku drzwiom.


-Tak w ogóle.- Zacząłem, mając rękę na klamce,- Dziękuję.- Odparłem poważnie. Zaskoczenie dziewczyny było tak duże jak przypuszczałem. Jednak musiałem przełknąć to słowo! No musiałem! Doskonale wiedziałem jakie byłby konsekwencje jakby mnie wydała. Nie mogłem do tego doprowadzić. O nie!


-No nie wierzę.- Zaszydziła i wyśmiała moją próbę bycia miłym. Zirytowała mnie. Jakim prawem ta gówniara śmiała się tak bezczelnie ze mnie? Nie miała prawa! Gdybym tylko chciał, to mógłbym zrobić z nią wszystko. Dosłownie! Jaka szkoda, że nawet nie zdawała sobie sprawy jak bardzo mnie tym rozdrażniła.


-Zamknij się.- Warknąłem tłumiąc w sobie stek przekleństw jakie miałem ochotę wykrzyczeć jej w twarz. Bez żadnych zbędnych komentarzy, wyszedłem z jej apartamentu, zostawiając ją samą. Samą i wkurzoną, że nawet nie miała dosyć czasu aby rzucić w moją stronę jakąś celną ripostę.


 


 


Podążając czarną uliczką w eleganckim garniturze, w myślach analizowałem plan działania. Praktycznie rzecz biorąc nie było co analizować. Doskonale zdawałem sobie sprawę z tego co powinienem zrobić. Sam fakt,ze ktoś naruszał moją prywatność, było dla mnie idealnym powodem do odwetu. Wszedłem do ponurej bramy gdzie każdy mój krok na drewnianych schodach roznosił się echem. Na czwartym piętrze, gdzie znajdowało się mieszkanie do którego chciałem wejść, przystanąłem. Opuszkami palców przejechałem przez parapet. Cały w kurzu. Mogłem przypuszczać, że taka gnida jak on ukrywa się w takiej norze.


Zapukałem do mieszkania. Opanowany, niewzruszony i zupełnie wyluzowany. Przywykłem do takich sytuacji. Stały się urozmaiceniem monotonii mojego życia.


Krótkowłosa blondynka pojawiła się w drzwiach. Jej pogardliwe spojrzenie, opięta bluzka na dużym brzuchu, ostentacyjne żucie gumy, spowodowały u mnie odrzucenie. Wyglądała zniechęcająco.


-Czego chcesz kochaniutki?- Spytała ze zniechęceniem.


-Byłem umówiony na partyjkę.- Odparłem i z wyuczoną galanterią, uśmiechnąłem się do niej. Jej zniechęcona dotąd postawa zmieniła się. Kobieta posłała mi kokietujące spojrzenie i przesunęła się zapraszając mnie do środka.- Dziękuję.-Dodałem.


Wchodząc rozejrzałem się po wnętrzu. Ku mojemu zaskoczeniu było schludnie i przestronnie. Ciężko to porównać z moim własnym apartamentem, ale w porównaniu do warunków jakie panują na klatce schodowej, było tu bardzo elegancko.


-O! Czyżby Matt?- Usłyszałem donośny głos smukłego, niskiego mężczyzny który kierował się w moją stronę. Uśmiechnąłem się podając tym samym dłoń w jego stronę.


-Zgadza się. W końcu mogłem cię poznać.- Zacząłem.


-Cris.- Dodał blondyn. Jego akcent od razu przywołał mi na myśli Rosję.


-Jesteś Rosjaninem?- Spytałem.


-Da.- Odparł po rosyjsku zapraszając mnie do pokoju. Był on duży, z boku stał stolik z pustymi szklankami i karafką z trunkiem. Na samym środku pokoju znajdował się duży, mosiężny stół od bilarda.- Skąd pomysł abyśmy rozegrali grę?- Spytał zaciekawiony. Miałem wrażenie, że w jego głosie nie słyszę ani jednej nuty podejrzliwości. Nie odpowiedziałem mu od razu. Patrzyłem jak ostrożnie napełnia szklanki alkoholem i podaje mi jedną z nich.


-Dziękuję.- Odparłem z kurtuazją.- Słyszałem, że jesteś nie do pokonania.- Argumentowałem. Doskonale wiedziałem, że muszę teraz udawać że bilard jest grą w którą chociaż trochę lubię i umiem grać. Owszem czasami zdarzało się że rozegrałem kilka rund w tej grze, jednak zdarzało się to bardzo sporadycznie.


-W takim razie możesz zacząć.- Powiedział i podał mi kij. Kule były już ułożone w równym trójkącie. Przynajmniej dawałem pozory że jestem skupiony. Jedno precyzyjne uderzenie. Trafiłem.- Połówki moje.- Odparłem. Kolejne uderzenie, kolejne trafienie. Przy trzecim podejściu nie było już tak dobrze. Odrobinę za mocno. Przypadkowo trafiłem również kule przeciwnika. Mężczyzna bez zastanowienia zaczął celować po kolei w coraz to nową kulę. Widać było że rzeczywiście ma do tego smykałkę.


Wystarczyła godzina. Dokładnie tyle czasu było potrzeba aby przekonać do siebie wroga i aby dawać pozory pijanego oraz upić niemal że na całego głupiutkiego Crisa. Nie sądziłem że jedna z większych szych w przedsiębiorstwie tego bufona Mamothiego, będzie tak łatwym pionkiem do sprzątnięcia.


-Matt, Twoja kolej.- Zauważył blondyn i zachęcająco poklepał w obicie stołu. Przyjrzałem mu się. Był pijany. Powolnym ruchem, jakbym chciał zaznaczyć precyzję wykonywanego przeze mnie ruchu, chwyciłem po broń. Wyjąłem ją i podchodząc z wyprostowanymi plecami, patrzyłem z pogardą w oczy mężczyzny.- Co ty robisz do cholery?- Spytał poważnie a po chwili wybuchnął gromkim śmiechem, pewien tego iż żartuję. Przycisnąłem broń do jego skroni.


-Teraz gadaj jak to się stało, że twoi ludzie węszyli dzisiaj w moim apartamencie?- Warknąłem niemal że szeptem. Nie chciałem przypadkowo przywołać tym jego koleżanki, która z pewnością słysząc krzyki zjawiłaby się tutaj. Kolejna ofiara była mi zbędna.


-H...Hao?- Spytał równie cicho co ja z niedowierzaniem. Cały alkohol jakby na zawołanie wyparował z jego ciała.


-Ja tutaj jestem od zadawania pytań. Gadaj!- Warknąłem. Nie miałem ochoty na zabawę w kotka i myszkę.


-Mówili, że jeszcze dzisiaj się tobą zajmą. Jak to możliwe że ty... jak ty w ogóle znalazłeś to miejsce?- Zadał kolejne bezsensowne pytania. Denerwował mnie. Nie dość, że nie odpowiadał na zadawane przeze mnie pytania to jeszcze bezczelnie wypytywał o coś czego i tak nie miałem zamiaru mu mówić.


-Co chcecie od mnie?- Spytałem, pohamowując własne poirytowanie.


-Potrzebujemy planów GESNA, które robiłeś dla organizacji.- Wyjąkał przełykając głośno ślinę. Prychnąłem. Nie sądziłem że stare, zeszłoroczne i już nic nie warte badania którymi się zajmowałem mogą kogokolwiek interesować. Wiedziałem, że to był pretekst. Że tak naprawdę zwyczajnie chcieli się mnie pozbyć. No cóż... najwyraźniej nie mieli pojęcia w co się pakują.


-Dziękuję Cris.- Zacząłem i uśmiechnąłem się do niego życzliwie.- Żegnaj Cris.- Dodałem po chwili jednym strzałem w głowę zabijając swojego wroga. Przez zamontowany tłumik praktycznie w ogóle nie było słychać wystrzału.


Wyszedłem z pokoju. Uśmiechnąłem się łagodnie w stronę rozwalonej na kanapie kobiety. Pomachała mi bez słowa. Z zadowolonym uśmiechem wyszedłem z pokoju. W wyobraźni widziałem już zaskoczenie jakie sprawi jej widok martwego Crisa leżącego na stole od bilarda.


 


Minęły dwa tygodnie odkąd zabiłem tego łotra Crisa. Od tamtej pory nikt nie odważył się wtargnąć na moje terytorium. Cały ten czas spędziłem praktycznie w Nowym Jorku na różnych, dziwnych i nudnych konferencjach biznesowych. Nudziły mnie takie spotkania. Wolałem przechodzić do akcji kiedy to adrenalina rosła w ekspresowym czasie. Wysiadłem z windy i idąc korytarzem w stronę własnego apartamentu dojrzałem burzę, bazowych włosów.


Proszę, proszę. Kogo my tu mamy. Nasza mała sąsiadeczka praktycznie w ogóle nie zmieniła się do czasu dwóch tygodni. Stała pod swoim apartamentem i zacięcie szukała czegoś w swojej torebce. Wyglądała zabawnie z tak zaciętą miną.


-Tutaj jesteś.- Powiedziała do siebie wyciągając z torby kartę magnetyczną do apartamentu. Przypadkowo na ziemię upadł jej telefon. Pokonując dystans pomiędzy nami schyliłem się po przedmiot i w tym samym momencie poczułem jego wibrację.


-Masz wiadomość.- Powiedziałem bez emocjonalnie.


Dziewczyna niemal na zawołanie rzuciła torbę i kartę na ziemie, doskoczyła do mnie i z dużym zaangażowaniem starała się odebrać mi swoją własność.


-Dawaj to.- Syczała w moją stroną. Jej wściekłość wzrastała coraz bardziej kiedy zdała sobie sprawę, iż nie jestem skory oddawać jej rzeczy. Odblokowałem go i trzymając nad głową zobaczyłem nadawcę.


-Tatuś.- Przeczytałem na głos. Uśmiechnąłem się do niej pobłażliwie.


-To nie jest śmieszne! Oddawaj mi to natychmiast!- Ponownie na mnie napadła. Nie wytrzymałem i zacząłem się śmiać. Wściekła wyglądała znacznie lepiej.


-To jest bardzo śmieszne.- Odparłem. Bezczelnie otworzyłem wiadomość i przeczytałem na głos.- Kochana Melanie, muszę załatwić z Tobą bardzo ważną sprawę. Spotkajmy się w sobotę o osiemnastej w Bervels Place.-Zakończyłem i oddałem jej własność. Dopiero w chwili gdy doszło do mnie co właściwie było napisane w wiadomości, przytrzymałem dłoń dziewczyny.- Nazywasz się Melanie?- Spytałem stojąc z poważną miną i niedowierzaniem wypisanym na twarzy.


-Tak. Nie widzę w tym nic dziwnego.- Powiedziała i biorąc swoją torbę wmaszerowała do swojego apartamentu.- Burak.- Rzuciła w moją stronę w momencie kiedy zamykała drzwi.


Nie interesował mnie fakt, że mnie obraziła. Praktycznie nie miał on w tej chwili dla mnie żadnego większego znaczenia. Skupiłem się na czymś inny. Melanie. To nie możliwe aby to o nią chodziło! To niemożliwe aby to była właśnie ta Melanie. Z ciągłym niedowierzaniem, stałem tak i patrzyłem się martwo w ścianę.


 


***


 


Tak moi drodzy, dobrze widzicie. Oto przed Wami nowy rozdział. Przyznaję się że długo, wręcz bardzo, zajęło mi jego pisanie. W sumie to pisałam go z pięć razy. Za każdym razem musiałam zaczynać od nowa. Tę wersję pisałam w ciągu tygodnia. Byłam zainspirowana dzięki nowemu komputerowi i obiecałam sobie że dokończę ten rozdział. Piąty już nawet zaczęłam skrobać.


Mam nadzieję, że chociaż ktokolwiek to przeczyta.


Dziękuję Wam bardzo za komentarze pod ostatnią notką. Jesteście naprawdę kochani!



Szablon wykonany przez Tally na potrzeby tego bloga. Textury pobrane przez deviantart, natomiast obrazki z photobucket. Całołć wykonana w Adobe Photoshop oraz PhotoFiltre. Podoba Ci się? Ładnie poproś, a zrobię dla Ciebie.